Od myślenia do działania

Dziza Czerwiec 20, 2015 Możliwość komentowania Od myślenia do działania została wyłączona

dieta

Przeszłam transformację ciała i myśli. Sprawa dotyczy żywienia i myślenia o nim. To był maj, postanowiłam sprawdzić swoją dyscyplinę i samozaparcie w działaniu. Pomyślałam o diecie Kopenhaskiej. Koszmar, bo zalatywało jałowizną, nudą i monotonnością. Ale stawiłam czoła. Dieta opiera się na spożywaniu sporej ilości białka, (bo organizm potrzebuje przy jego trawieniu dużo energii i czerpie ją z tkanki tłuszczowej) i zieleniny. Minęło 13 dni a ja miałam 9 kg do tyłu. Ulga, ukształtowana sylwetka, ściśnięty żołądek, uczucie lekkości i chęci działania. Tak bardzo bałam się efektu jojo, że zaczęłam wizualizację pt: jesteś zdolna do tego, żeby nie przytyć i dbać o higienę organizmu. Uświadomiłam sobie, że człowiek faszeruje się byle czym, robiąc z siebie ŚMIETNIK.

dietaŻeby podtrzymać cudowną przemianę psychiczną przede wszystkim, zaczęłam poszerzać wiedzę z zakresu zdrowego żywienia. Jasne, wielokrotnie myśląc o zdrowym żywieniu myślałam w kategoriach: kiełki, soja, tofu i takie tam bzdety. Okazuje się jednak, że zdrowa żywność to: świeże warzywa, ryby, (bo wszystko, co z morza jest najzdrowsze), oliwa z oliwek, sos sojowy i balsamiczny, mięcho a i owszem, (ale człowiek nie potrzebuje tego rodzaju pokarmu, zważywszy, że owe białko jest ciężko tolerowane przez żołądek, to tak jakbyśmy połknęli kamień i kazali układowi pokarmowemu trawić!). „Podrasowywanie” zalążka wiedzy zaczęłam od literatury pt: co i jak jeść. I tak się zaczęła moja pasja myślenia o tym co i jak. A miałam ku temu powody. Pierwszą rzeczą, która nie dawała mi codziennie spokoju to ból górnych partii kręgosłupa. Ok, mówiłam sobie, to pewnie wynik pracy przy komputerze. Ale nie!

dietaOkazało się, że przy zrzuceniu zbędnych kilogramów ból odszedł jak ręką odjął. Ku mej radości miałam jeszcze większą motywację, żeby się zagłębiać i wsłuchiwać w potrzeby organizmu. Zaczęłam obserwować skórę, stała się jędrna i aksamitna przez codzienne jej nawadnianie. Musem stało się wypijanie 2 litrów nagazowanej wody. To jest jak mantra. Poświęcam tej czynności należytą uwagę. Ponadto świadomość, że wleje tyle wody daje mi komfort i jasność myślenia. Mój umysł zaczął funkcjonować na innych obrotach. Zaczęło mi się chcieć! Zwrócić należy również uwagę na system trawienny, otóż: jest on tak skonstruowany, że to co spożywamy układa się w żołądku warstwowo, więc należy pamiętać co spożywamy, żeby następne pokarmy nie „kłóciły się” z tym co już wchłonęliśmy. To takie myślenie na przód, nie obciążając niepotrzebnie systemu. Pozwolić mu należy na spokojne trawienie w swoim rytmie. Efekt murowany. Podstawą dobrego trawienia jest nie wypominanie sobie słabostek. A takowe też mi się zdarzają. Wtedy rekompensuje sobie to wodą z myślą przewodnią, że ona mi pomoże szybko pozbyć się intruza 🙂

dietaKwintesencją lekkiego trawienia jest stosowanie metody jedzenia owoców do godziny 12. Wtedy są najlepiej trawione i dają dużo energii (cukier prosty). Już wyjaśniam dlaczego. Trawienie z poprzedniego dnia właśnie twa do 12 i przeświadczenie, że pożywne śniadanie to podstawa jest bzdurą. Spożywanie obfitego w wartości odżywcze (tak nam się wydaje) śniadania powoduje tylko zapchanie żołądka i niepotrzebne jego blokowanie. Pozwólmy mu stać się lekkim do godziny właśnie 12. Potem to już jest kwestia kreatywnego komponowania tego co chcemy zjeść. Ja preferuję monodietę, tzn., jeśli mam ochotę zjeść ziemniaki to jem je, ale bez sosów, zbędnych przypraw czy o zgrozo z mięsem (gdy połączymy mięcho z pyrami, to świadomie stawiamy organizm w trudnej sytuacji, żołądek musi wtedy zwiększyć swoje moce przerobowe i trawienie trwa 100 lat :)), a gdy jeszcze dorzucimy po kilku godzinach np. tort makowy to mamy śmietnik pierwsza klasa. Żołądek świruje, nie wspominając nic o wyziewach z różnych części ciała 🙂 (co już powinno stanowić dla nas sygnał, że źle się dzieje).

Jeśli mamy ochotę zjeść białko to możemy ułatwić jego trawienie zestawiając je z zieleniną. Ot co, cała filozofia. Kończę swoje posiłki o godzinie 19 i nie mam potem ciśnienia na coś więcej. To kwestia podejścia. A ryby? Polecam je każdemu pod każdą postacią bo są lekkostrawne i pyszne. Co do wspomnianego wcześniej mięsa i myśleniu w kategoriach, że dzień bez niego jest dniem straconym, to proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, które zwierzę jest silne? Mnie przychodzi do głowy koń. A czy koń je mięso żeby mieć siłę? Nie. Jest roślinożerny. I Wam też polecam ten sposób żywienia z gwarancją lepszego samopoczucia i lekkości. I jeszcze jedno: myślenie o tym, co i jak jemy nie zwalnia nas od ćwiczeń! Na zdrowie!

Comments are closed.